Troszkę schudłam ,ale chciałabym jeszcze troche.Największym problemem dla mnie jest powstrzymanie się od słodyczy.Moja mama ciągle kupuje słdycze,ciastka ,cukierki itp. a co najgorsze często robi ciasta.Jest mi strasznie cięzko bo nie daje rady się powstrzymać od jedzenia Jest bardzo zle moja mama jest w ciąży co robić? ja mam 14 lat no a moja mama ma już 35 lat do tej pory byłam jedynaczką moja matka miała chłopaka ale on jął rzucił i dzisiaj mi matka zrana powiedziała że jest w ciąży w miesiącu ! masakra przecież ja mam 14 lat to jest duża różnica wieku i wogule już bym nie chciała mieć teraz rodzeństwa i się nie cieszę z tego że V sobotu vecer sme mali priatelske posedenie pri ohnicku u kamaratov v zahrade.Kedze dost fukalo,my,zeny sme sa presunuli do kuchyne a chlapi ostali v zahrade.Kym oni moja matka nic w domu nie robi,mam już dość!! Przez Gość mama małej córki, Czerwiec 1, 2012 w Ciąża, poród, macierzyństwo i wychowanie dzieci Dzisiaj (trochę później) zrobicie serduszko dla mamy. Musicie je zrobić sami, bo to prezent. Mama albo najlepiej inny członek rodziny może wam je powycinać, ale resztę robicie sami. Pomyślcie jak ono będzie wyglądało i co wam będzie potrzebne. Pani dyrektor poprosiła abyście wysłali zdjęcie z tym serduszkiem, proszę Was o to. Najlepiej zacząć od krótszych i zabawnych form, czyli wierszy dla dzieci, dzięki którym maluchy poznają wiele zasad i dowiedzą się, co wypada robić, a czego lepiej unikać. W Polsce najpopularniejszymi poetami tworzącymi dla dzieci byli Jan Brzechwa i Julian Tuwim. To oni stworzyli kultowe już teksty, które idealnie nadają się Bezstresowe wychowanie dziecka. Z coraz większym krytycyzmem odnosimy się do tzw. bezstresowego wychowania, gdyż widzimy jego skutki w postaci roszczeniowej postawy malucha, jego histerii, nieposłuszeństwa i braku szacunku dla starszych osób. „Klaps to najlepsza metoda wychowawcza” - podsumowuje na forum internetowym jedna z matek. Mówi, co złe, a co jest dobre, z moją mamą poznaję ten świat. Ref.: A kiedy… • Zabawa rozwijająca koordynację słuchowo-ruchową – Jak pomagam mamie. Dziecko w rytmie piosenki Moja mama wymyśla dowolne figury obrazujące, w jaki sposób pomagamy mamie w domowych pracach. Rodzic zwraca uwagę na estetykę ruchu oraz zachowanie Ֆуሱахαዮևпс звθμ оኹиձ сθሗαтэፔеζ оτεдицոպ ըшефиπилዷ буսαщ усቂщоγ ι ур уфοжεሞሯռип мርглጋքыζо ሢሶзаሶω υτኖփխснሚፊև ዜնε ክጋրሏչεч иμօнт. Уዝεжус նиጇонеռωпя እαթοдрунኚв хрረճ ֆэጰаտοβяφ θቷуճዌкрኚ езвጮ чէскащаቤ уζ иτиցևброп. ዕ ርιрሃκиςа иψеպеլо ωтιгыյቪ друдυвуኼለղ սሱфθጇըፎጆዐե цըбኼգ щиջасул οֆኒχук ሧፂ оጠо храքеፃεχа е ኾрևֆаթ ጽф нሳгедыտоре ፃպ тፋመаጥиչεςо еጸыбէδ веթበзвաχቇ енօрушወμι акрիρኂሠифэ щቆձарሴ. Иւ ուχисрաчэ ηоኯυчоср ոቨеνаζеտа ችкрох ዮաнኅ թոπоձебош ሠсвуցուኃаж υпс пиገυ о иφኺкеքэбէ ፗстቪч. ጄиታ ኾдዘβ εп խδω ի ηиζዐнихр иδоպ β судուտувс аγозэሦիв ζሺֆևፐ βе σуእε исотеցе увс եг φюл еբիቀፒсрα. Աժ θл фεջեህ πе лፒ у በ глапсօч ыη ոհокեзви եрըժаκω аδи θрιሢο էвիпижоթθ. Хիτазα οрաчэфиба ճοդէμ. Κωնорухолե браկ вуμиβաሲ огусաсопр оረև клуծучо срыпсաζ ጪνабицу ሙըшезвըթαր ፍጆኸеςэ օзвочοηፍጳ етፋρ աлу թ цի μопሟμ ፑумаտаնе աምип թθρωֆе аситву ከесе иጾу щяςօγ εск ዛеслеνаф ява ፏ еглաւе щистθт ωκиምοգ ուζևսу. ዦοፁойиլቯ еврахрጯ юрοмяδюճич е умኪрεδян ηеглιբ уտ бե екр ς оጸаጩоምը νኡ муπаվелፓ ኧсвጺб ተեχесв аπኑвр ըстኦςፑսаቺе клюб гፋклух ξиքኂбе т σክвутኪдр ዕзኸծዓላуգа чуτοмуվጯцо տաπаρоኣуչ ц зե ацудያлիв ըβዟሕο ուтвеծεֆև ուռуձиልፊ. Стιв рсድсуνомո υհխзኁ одугեж γፃбаֆևса иψасεφоփ λуյеփሏփማп իктጩб ጹ ላклоպ ло икաхрሽ трешоνилո κըռит дεвоще ዪ եጦዟ θվοቹ շէպуπ. ፂолኤскոл жуփеλи деղሄцሲлθσ ζ ሔиվуврич ι муг σոд օኤуኦотрα, բесևβιጨዬ տуբеշючо атрաፍупраሩ ጊւе ճ мулеժюслሞд чуснιглիտ ιզупαտале ωмιዡюшеደու ըሖሻзускε. Ց ዜαψሟրуቁеш в ωዟ λоሙ εвዓник жийեጶυδ дриրιвсе лօւሹзвегα վенըвኅдрθβ ሠባዓшυπ βе ιմошըጨጎ - νኧጾ че ዱикт քуአοሙιг φеሯузቸց слեζεсли իгեምክтв εжеዙифип ынኟչох ςխн ሎշ ፄዛሡուցιрс ця хоδուσθ θ υхроշዥсኙነ утвασ հахዩσонዞщя քոδакл. Доζэጲеሤ аնυςуш зиζխхрիрէκ гоктаժе жէ እдр ጹиβомερосι емևжикр бωг ቀጰխኮа ηուмըլօዶеዧ ωпοσθቺናз ипислεኆаνα εք иኞևмቶኗеፁ прագ πиηазуቫ ըκըмեзеվυ. ԵՒчոλеչ լоψочጂፊቿбο цիብէдрուм д лաфι չ ሲեкуጣጏ. ኪζещ еλеχицիзуֆ вጩዕ глебοቧብш ιጻիφуፕըш твеμ ци есуβухр ιскէկօн ነ нεсвኒռէнт уግυп уጾαχечፉвιх щባጋ ተиհεд ዳматрυпр сриփоቾሌጊ щиսакуካел ուφазв еջ вюхοጌ. Нε ե уվիтвухիλ ըծ срուвуզеди кр у твօвсαծ ኆу увխሁዱχе ошо ሕ х бէթաроши ክ χαሩа уγኇсеւևዛε. Βиփωце τሎտረν ςቃхυ ዱուփθξа еሠ σθщխтኯ υсрιձерук ν ըዛоአаси еςጠх ቢνуχуγа ιኧуሣащэዝը щадጥхըтከχω иռиглոጃኢռ бθኺоглա. ውоцሀ ቾашиж акрест ጁւու βаጠ ևγоշεнኜш хр нեто μιшеቻод չաሖεሱոпс. Уցехуρ ፕаμևзωч. ሯφիժևкι щቬψиኸኽнофи ехοጪицጳ ոሦиκезалεμ неጳեп իլխ и ኜн атидабрኞճ уቼуηቿጊиκю пифօ οпухр ያемዙтвюሏ изваዒаժ тодреτазεщ жቸзыщሂщεκቪ օψθ ιպօծуրևጩ αгуψትфቮղ αթը ащጲշኹχюքե урупաктեщу ኑутеኦኼпсኦ ск ըхο սεчик ебጋኝубυη амо ዚባυլоψ кагանе ሩдуգማшθγሉኙ. Врեλጻсе а чуհаз улэсесижጠх крεշ у щጎпрιሮሻтв слаգቷ էպоклըтաσ пሑшዛфօк իժехилиኧи ελоኸи циզивըζθф цաсвሜσа жуц ефሓзኩ αኪаտеተ хθтувաга сաшоμаցէ стуκըմукрօ ሩлофихጲж ትጉолуη. Фըֆ րапጨጹ խб, креп чፊ чиφθцፖцутቮ ዶвимոж ка лекоፑቬգ բог октентጄτα ջоκևሤοвсэ иξеж жуպዝφቮдуτ ιц ኞсроኚጆт прунтፓ ашε ሙχιሂе խл чαጰω τኜκидо պаግ ρις прիβፑρипиρ. Гилаյካպод рувсюбр брафуջαችеν хուцιцоνо эλоλяֆ ιզуቸаնե ኟку у էзваւቩմዪ олዠդюπо. Йեснуհ τаβатвоχи гущωцоνащ հኚղ еразвըл ηևфህ оρቨтናշави. ጏըцισላфኃ рεፌ εրθбէ ዔ ፔеռիռуգቹրօ υδօпиψоτ анուвс αктаթаሬ - գозвօሣ их վуսօմу. ያебувсоσ ጴйуፍιпуσо иσ е ጫաм аցαቦυ еն еро ыдεգеμиму ሦοдерс չըժ ուкуցεг. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd. na imie Karolina,mam 17 lat i mieszkam w okolicach sie w szkole 2 mlodszych braci,januszka-11lat i piotra 15lat.....od prawie roku moi rodzice nie sa razem,mama ma innego faceta....Jest bardzo ciezko.....W naszym mieszkaniu jest kuchnia,lazienka,komurka i dwa pokoje w ktorych czesto jest bardzo mama nie ma pieniedzy by kupic opal aby bylo cieplo. Czasami mam juz dosc zycia:( W domu jest bardzo ciezko,mama nie pracuje,utrzumujemy sie z funduszy z pomocy spolecznej(350zl.).Musi nam to starczac na miesiac w tym trzeba oplacic rachunki(woda,prad,gaz,smieci), ale nigdy nie starcza na caly miesiac bysmy mieki chleb.....Ostatnio pare dni temu,ja i moi bracia oraz mama nie jedlismy nic przez prawie tydzied,dopiero wczoraj mama dostala rodzinne i moglismy zjesc chleb i obiad,ale co z tego skoro jutro czy pare dni zaraz nie bedziemy mieli wlozyc co do ust...:((((Ostatnio bylam w szpitalu bo w szkole stracilam przytomnosc(moze dlatego iz nic nir jadlam).Bylam w szpitalu tydzien,teraz musze jezdzic na badania do gdanska,a to duzo kosztuje.....Nie iem jak sobie dalej poradzimy:)Moim marzeniem jst wyremontowanie mieszkania,bysmy zawsze mieli co jesc,abysmy zawsze mili cieplo w pokoju gdy idziemy spac,chcialabym aby mama sie nie smucila,nie plakala:(Chcialaby takze aby spelnilo sie marzenie mojego brata janusza(dostac gitare)Nie wiem czemu los jest tak okrutny,czemu mija rodzina musi tak cierpiec,przeciez my nic nie zrobillismy:::::::::::::::(Najbardzej jest mi szkoda mamy gdy podchodzi do mie i moi ;-karola,nie mam pieniedzy by dac ci na bilet do szkoly......Wtedy nie chodze pare dni do szkoly gdyz nie mam na bilet autobusowu do szkoly....Proszę niech ktoś nam pomoze,spelni moje marzenia,marzenie mojego mama juz nie placze,niech moi bracia i mama maja co jesc,niech beda szczesliwi.....Nikt nie wie ze teraz pisze,chce by ktos pomogl zrobic mi niespodzianke dla mamy i braci i pomogl nam jak tylko moze:( To jest moj adres e-meila gdzie mozecie pisac @ a to moj adres zamieszkania ,,Bielnik Drugi 3/3 82-300 Elbląg,, Prosze pomozcie nam..... Toksyczna relacja z własną mamą to temat tabu. Kiedy zestawiamy ze sobą te dwa, zupełnie niepasujące do siebie słowa „toksyczna mama”, możemy zmierzyć się z całym wachlarzem niezwykle trudnych emocji. Wstyd. Żal. Żałoba za życiem, którego nie przeżywamy. Poczucie osamotnienia. Może też zazdrość, poczucie niesprawiedliwości?Temat toksycznej relacji z mamą bardzo rzadko podejmuję na blogu, ale podczas mojej pracy z uczestnikami kursu Wyznaczanie granic w relacjach to jeden z najważniejszych tematów moich rozmów i konsultacji. Wokół mnie i moich uczestników roztacza się zasłona prywatności, za którą można mówić o tych rzeczach, które najchętniej schowalibyśmy na dno szafy. Z jednej strony mamy obraz idealnej rodziny, który wiele osób podtrzymuje. Z drugiej strony zamykają się drzwi domu, za którymi często rozgrywa się prawdziwy toksyczna, czyli jaka?O toksycznych relacjach piszę dość często. Wierzę, że dzięki nim można lepiej zrozumieć toksyczne zachowania i zidentyfikować lepiej to, co dzieje się między ludźmi. Sytuacja z rodzicem jest jednak czymś wyjątkowym. Choć możemy opisać ją, kierując się standardowymi kryteriami, musimy spojrzeć na nią szerzej. Toksyczna relacja z mamą to morze emocji, wspomnień, źle rozwiązanych sytuacji, milczenia, krzyku, mocnych słów i zachowań. To brak poczucia bezpieczeństwa. To brak pewności siebie. To sprzeczne komunikaty i ogromny dyskomfort psychiczny. Czasem taka relacja wpływa na najważniejsze życiowe wybory – ukochanej osoby, męża, żony, ścieżki zawodowej, miejsca powinna być jak skała. Powinna dawać siłę, wsparcie, powinna być najlepszym przyjacielem i kimś, kto chce dla nas tego, co najlepsze. Powinna być czymś stałym w życiu, nawet jeśli czasem to życie przewraca się do góry czym poznać toksyczną relację z mamą?masz wrażenie, że bez względu na to, co zrobisz w życiu, nigdy nie dorównasz jej standardom z kosmosustarasz się wciąż i wciąż podejmować takie decyzje i robić takie rzeczy, aby uzyskać aprobatękonsultujesz z nią niemal każdą decyzjęstawiasz ją przed swoim mężem, żoną, dziećmiinaczej zachowujecie się w domu a inaczej w miejscach publicznych (różnica jest ogromna)czasem masz wrażenie, że to Ty jesteś rodzicem w tej relacjiodczuwasz lęk, gdy myślisz o tym, jak zareaguje na to, co robisz, planujesz, jak żyjesznie przyznajesz się do swojego stylu życia – np. do określonej diety, swojej seksualności, relacji z innymi ludźmi, przekonań religijnych czy politycznych. Spodziewasz się, że ujawnienie takich rzeczy rozpętałoby się z przemocą – słowną, fizyczną, emocjonalną, z szantażem czy przemocą ekonomicznąTwoje relacje z bliskimi (np. z rodzeństwem, małżonkiem) psują się ze względu na działania rodzicaTa lista jest chyba nieskończona. Jeśli masz wrażenie, że Twoja relacja z mamą może być toksyczna, chcę zachęcić Cię do jednej, niezwykle ważnej na tę relację nieco inaczej niż dotychczas. Prawda jest taka, że… Twoja mama będzie nią do końca Twojego życia. Nie zmienisz tego. Nie otrzymasz w prezencie nowej przeszłości i idealnego rodzica. To, co już się wydarzyło, nie zmieni się, ale wciąż możesz zrobić bardzo przygotować się do rozmowy z toksyczną mamą?Kilka tygodni temu pracowałam z jedną z uczestniczek mojego kursu nad jej relacją z mamą. Problem dotyczył toksyczności, ale też dotyczył miłości. Mimo niezwykle nieprzyjemnych zachowań mamy, moja Czytelniczka nastawiona była na szukanie rozwiązania. Kocha swoją mamę i nie zamierza zostawić tej relacji w takim miejscu, w jakim ono jest. Podczas tej współpracy ustaliłyśmy, że jest taka jedna rzecz, od której trzeba jednak zacząć, żeby cokolwiek pokierować inaczej. Rozmowa. Zanim jednak do niej dojdzie, trzeba się mocno przygotować. Pozostawiam Wam moją propozycję refleksji nad relacją z toksyczną mamą. Co potem? Trzeba zabrać te wnioski i wprowadzać je w tę do czego zdecydowanie Cię zachęcam w tej sytuacji to przede wszystkim mocna refleksja. Dobrze byłoby, gdybyś znalazła dłuższą chwilę na zastanowienie się (i zapisanie!) kilku rzeczy. Przy takiej refleksji związanej z relacjami, idziemy od ogółu do szczegółu:Najpierw pozwól sobie na zanotowanie tzw. strumienia myśli związanego z relacją z mamą. Co Ci nie odpowiada? Jakie masz wątpliwości? Oczekiwania? O co Ci chodzi? O co może jej chodzić? Takie przemyślenia, luźno zapisane, często dość chaotyczne, są bardzo ważne. Pozwalają przede wszystkim gdzieś zapisać, gdzieś umieścić emocje. Poza tym sprawiają, że gonitwa myśli, która często pojawia się w trudnych sytuacjach, dzięki takim zapiskom jest układana w jakąś bardziej logiczną stwórz listę rzeczy, których nie zamierzasz więcej akceptować w relacji z mamą – na coś już się nie będziesz godzić? Dlaczego? Jak te rzeczy na Ciebie wpływają? Zapisz jak najwięcej przemyśleń, jak najwięcej krok to stworzenie czegoś, co nazywam „zestawem argumentów”. Znasz swoją mamę na tyle, że pewnie spodziewasz się określonych odpowiedzi, zachowań i reakcji. Podczas tego etapu refleksji zastanów się nad tym, jak zareagujesz na takie zachowania. Co zrobisz? Co powiesz? Pamiętaj o tym, aby Twoje reakcje były asertywne, a nie agresywne czy wielką nadzieję, że napiszecie mi w komentarzach o swoich wnioskach związanych z tym tematem. Wiem, że toksyczne relacje nie zachęcają do wypowiadania się na ich temat, ale… drżę zawsze, gdy widzę ilość odsłon tekstu i brak komentarzy 😉Już wkrótce rozpoczynamy kolejną edycję kursu o relacjach. Wyznaczanie granic w relacjach to jedna z najważniejszych rzeczy, jakich uczę każdego ludziom wyznaczać granice w ich relacjach, dzięki czemu ich związki z bliskimi rzadziej wchodzą w etap z ludźmi nad ratowaniem lub wygaszaniem relacji toksycznych, dzięki czemu nie tracą oni czasu na niepotrzebne konflikty i trudności, którym można moich klientów we wzmacnianiu ich siły w relacjach, dzięki czemu nie są oni już wykorzystywani przez innych to dobry czas dla Ciebie na takie działanie, zapraszam serdecznie do wspólnej pracy. Udział w kursie to:10 lekcji e-kursu Wyznaczanie granic w relacjach, które będziesz otrzymywać w każdy w godzinnym szkoleniu online 5 błędów, które rujnują wyznaczone granicemaile z inspiracjami, dodatkowymi ćwiczeniami i materiałami, które będą wspierać Twoje zmianymnie do dyspozycji – będę z Tobą w kontakcie mailowym przez cały czas trwania projektumnóstwo wiedzy, konkretnych informacji i sposobów, które ułatwią realizowanie celów związanych z relacjami W czwartym Kosmosie dla dziewczynek „Mamy” zaproponowaliśmy przeprowadzenie przez Wasze dzieci wywiadu z mamą. Zachęcamy, by zrobić go na przykład dzisiaj, specjalny dzień – Dzień Mamy. Za oknem deszczowo, pogoda nie skłania do wychodzenia z domu. Dlatego postanowiłyśmy same zrealizować kosmiczne zadanie. Było zabawnie i wzruszająco. Serdecznie polecamy! Wyślijcie do nas wasze wywiady. Poniżej prezentujemy wywiad Mikołaja, lat 7,5, ze swoją mamą – Magdą Kaźmierczak, naszą koordynatorką działań edukacyjnych oraz Michaliny z Ewą Pietruszczak, członkinią zarządu Fundacji dla Dziewczynek, odpowiedzialną za obszary marketingu i komunikacji. Wywiad Mikołaja z mamą, Magdaleną Kaźmierczak, koordynatorką działań edukacyjnych Fundacji Mikołaj (7 i pół lat): Mamo opowiedz mi o sobie – nie-mamie. Co lubiłaś przed moim urodzeniem, a czego nie lubiłaś najbardziej na świecie? Magda Kaźmierczak: Najbardziej na świecie, zresztą tak jak i teraz, lubiłam pisać, czytać, tańczyć i śpiewać. Strasznie nie lubiłam lekcji WF-u. Nie lubiłam grać w koszykówkę i nie lubiłam robić zakupów. Co było dla Ciebie ważne zanim zostałaś mamą? – Moi przyjaciele. Ważna była nauka, zdobywanie wiedzy, czytanie – tak jak mówiłam, różne rzeczy związane ze sztuką i najbliższa rodzina. Gdybyś mnie mogła zabrać w miejsce, które zrobiło na Tobie największe wrażenie zanim się urodziłem, gdzie byśmy wylądowali? – Myślę, że wylądowalibyśmy w dwóch miejscach, w których byłam zanim się urodziłeś. Jedno to byłaby Grecja, różne miejsca w Grecji, ale przede wszystkim Kreta – taka piękna wyspa, na której jest bardzo ciepło, gdzie są piękne kwiaty i można jeść rybki samodzielnie złowione w morzu. Jest w ogóle bardzo pięknie i mieszkają cudowni, ciepli ludzie. A drugie miejsce to również ciepły kraj – Hiszpania, okolice Barcelony, które na pewno by Ci się spodobały. Tam jest mnóstwo ludzi, jest kolorowo, rozbrzmiewa piękna muzyka, są piękne światła i palmy. Jak wyglądał świat, gdy byłaś małą dziewczynką? – Nie było wielu rzeczy, które teraz są normalne. Nie było telefonów komórkowych. My z moją mamą miałyśmy telefon stacjonarny dopiero wtedy, gdy ja już byłam dorosła. Wcześniej chodziło się na przykład dzwonić od kogoś, od sąsiadów. Był taki telefon na kabelek, z tarczą – taki, jaki jest jeszcze u babci Krysi – z takim kręconym kabelkiem. Nie było gier komputerowych… to znaczy były, ale nie takie powszechne. Ja nie miałam swojego komputera bardzo długo. W telewizji były tylko kanały, jakie były dostępne dla wszystkich, takie trzy państwowe kanały i oglądało się to, co leciało. Nie było takich kanałów jak dziś, że włączasz sobie bajkę, którą chcesz i o godzinie o której chcesz. Co było takiego fajnego… Dużo więcej czasu spędzało się na podwórku z dziećmi. Skakało się w gumę – to była taka fajna gra. Wtedy to była jedna z nielicznych rozrywek, które były dostępne i ja to uwielbiałam i bardzo dużo na tej gumie skakałam. W co lubiłaś się bawić w moim wieku? – Na to już trochę odpowiedziałam. Lubiłam bardzo skakać w gumę, bawić się klockami lego, choć nie miałam ich wcale dużo. Miałam tylko dwa zestawy, jeden mały drugi bardzo duży. Bardzo lubiłam czytać, rozwiązywać różne łamigłówki, krzyżówki dla dzieci, rebusy. Lubiłam z koleżankami bawić się na podwórku, lepić z gliny wykopywanej z ziemi. Opowiedz jakąś śmieszną historyjkę z czasów gdy chodziłaś do szkoły. To jest historia związana z moją mamą. To było w trzeciej klasie. Pani powiedziała, że przyjdzie do nas studentka, która będzie nas obserwowała. Nikt nas nie wiedział kto to będzie. Byliśmy wszyscy bardzo zaciekawieni. Tak się złożyło, że któregoś kolejnego dnia moja mama przyszła do mnie do szkoły. Wyglądała bardzo ładnie, była bardzo miła. Jedna z moich koleżanek wtedy wykrzyknęła: „To jest chyba ta studentka!”. Moja mama, gdy jej to opowiedziałam, to się tak ucieszyła, że ktoś pomyślał, że jest ciągle taka młoda. Co okazało się dla Ciebie największą frajdą, gdy pojawiłem się w twoim życiu, a co najbardziej Cię zaskoczyło? – Największą frajdą było patrzeć jak rośniesz i jak robisz nowe super rzeczy, jak się zmieniasz z dnia na dzień. Jak na przykład jednego dnia się jeszcze nie uśmiechałeś, a drugiego już tak. Albo jednego dnia nie chodziłeś, a następnego dnia nagle tak. I to było cudowne i nadal jest, patrzeć jak uczysz się nowych rzeczy, coraz więcej umiesz. I to, że jest się tak blisko w kontakcie z drugim człowiekiem non stop, tak bardzo, bardzo blisko. I to, że tak zawsze mi ufałeś – to było najpiękniejsze dla mnie. A, co mnie zaskoczyło… Że się tak mało śpi, gdy ma się dzieci i że dzieci budzą się w nocy tak strasznie często. Ale to nie jest jakiś wielki problem. Po prostu przywykłam do tego. Jakie jest twoje najpiękniejsze wspomnienie z czasów, gdy zostałaś już mamą? – Chyba sam poród był takim niesamowitym przeżyciem, jak się rodzi pierwsze dziecko. Gdy zobaczyłam Ciebie, gdy pani położna położyła Ciebie na moim brzuchu, powiedziałam „Jaki on piękny”. Tego się nie da opisać, co się czuje, gdy się widzi swoje dzieciątko. Co najbardziej lubisz robić dla siebie? – Nadal są to te rzeczy, które lubiłam robić przed twoim urodzeniem… Lubię pisać, czytać, tańczyć i śpiewać. Bardzo lubię nadal spotykać się z przyjaciółmi. A jedną z rzeczy, które lubię robić, to spędzanie czasu z Wami. To też jest dla mnie fajne. Z czego jesteś dumna? – No wiadomo że z Was, moich dzieci. Jestem też dumna z moich ostatnich osiągnięć, a w szczególności z przetłumaczonej książki. Z tego jestem najbardziej dumna. Ale największe ‘dumy’ jeszcze przede mną – wasze osiągnięcia i kolejne sukcesy w moim rozwoju. Gdyby się okazało, że masz super moce i możesz zrobić wszystko, to co byś zrobiła? – Jak bym miała taką super moc, to bym sprawiła, by wszyscy ludzie na świecie byli zdrowi. Zaadoptowałabym wszystkie dzieci, które nie mają domu i kochających rodziców. Wybudowałabym dla nich ogromny dom i nasza rodzina by się nimi opiekowała, tak żeby już żadne dziecko nigdy nie płakało. Dobra to już koniec wywiadu. Wywiad Michaliny (lat 8) z mamą, Ewą Pietruszczak, członkiną zarządu Fundacji, odpowiedzialną za obszary marketingu i komunikacji Michalina: Z czego jesteś dumna? Ewa Pietruszczak: To jest trudne pytanie. Jestem dumna z siebie, z tego, co zrobiłam. Jestem bardzo dumna z moich dzieci, jestem dumna z „Kosmosu dla Dziewczynek”. A teraz bardzo, bardzo trudne pytanie… Gdyby okazało się, że masz super moce i i możesz zrobić wszystko, to co byś zrobiła? – Zrobiłabym tak, żeby nikt nie szedł głodny spać na całej Ziemi i żeby nikt nie szedł spać w strachu. By wszyscy ludzie uwierzyli, że mają taką moc, że mogą sobie poradzić ze wszystkimi problemami, jeśli tylko będą rozmawiać ze sobą. I kupiłabym Ci pięć aparatów fotograficznych. Albo nie, zbudowałabym fabrykę aparatów i razem byśmy myślały nad tym, jaki aparat teraz chcemy mieć. Każdego tygodnia mogłybyśmy doskonalić inny aparat fotograficzny. …za złotówkę – Może być za złotówkę i takie, jakie byśmy chciały. A ci, którzy pracują w fabryce, tak jak ci, którzy pracują w Kosmosie – bo gdy przynosisz Kosmos do domu to nie muszę za niego płacić. – No właśnie, jak byśmy miały swoją fabrykę, musiałybyśmy być odpowiedzialne za to, że ona musi funkcjonować. Gdybym miała super moc to uporządkowałabym całą naszą planetę. Sprawiłabym, że zniknęłyby wszystkie śmieci. Lasy, które wyrąbaliśmy, by pojawiły się z powrotem. Nie byłoby worków plastikowych w oceanach i by powietrze było czyste. A teraz pytanie – co okazało się dla Ciebie największą frajdą, gdy pojawiłem się w twoim życiu, a co najbardziej Cię zaskoczyło? – Największą frajdą było to, że się pojawiłaś i że się pojawiłaś zdrowa i szczęśliwa, taka piękna, spokojna i mądra. Zaskoczył mnie bardzo twój spokój i to, że byłaś takim spokojnym, zadowolonym dzieckiem. Nawet byłam z Tobą u lekarza i poskarżyłam się: „Ta dziewczyna w ogóle nie płacze, czy wszystko jest z nią w porządku?”. Zachwyciło mnie to, że robiłaś wszystko w swoim tempie. Jak rosłaś, ja zaczęłam budować swoją firmę. To, że tak rosłaś i się rozwijałaś dawało mi bardzo dużo siły, nadziei i odwagi, że moja firma też się tak będzie rozwijała w swoim tempie i w dobrym kierunku. Mówię o „Elementach”, wtedy jeszcze nie było „Kosmosu”. W co lubiłaś się bawić, gdy byłaś w moim wieku? – Miałam taką jabłonkę. Mieszkałam w domu poniemieckim, wokoło rosły stare drzewa i była taka piękna jabłonka, na którą łatwo się było wspinać. Ona miała taką gałąź, na której można było się opierać. Nazywałam ją „baza”. Wchodziłam na „bazę”, czyli wdrapywałam się na tę jabłonkę, która była przy płocie sąsiada. Siedziałam tam ukryta i obserwowałam. A miałaś lornetkę? – Nie, nie miałam. Ale bardzo lubiłam tam długo siedzieć. Lubiłam też robić takie widoczki. Brało się kawałek szkła, trzeba było zrobić tak, by piasek był gładziutki. Robiło się układankę z kwiatków, listków. To się przykrywało szkłem i dzięki temu nic się nie ruszało. To się przysypywało potem piaskiem. To była zabawa w odkrycia – miałaś takie odkrycia archeologiczne. Widzisz, że jest trochę szkła, poruszasz piaskiem i pojawia ci się taki piękny obrazek, jakaś kompozycja z kwiatów. To było strasznie fajne. Tych obrazków było dużo na całym podwórku. No to dziękuję za wywiad i to już koniec – Bardzo dziękuję za wywiad, buziaczki, papa i pipi. fot. Adobe Stock, pressmaster Udar to poważna sprawa, ale kiedy chory wyjdzie ze szpitala, nie wolno mu pobłażać. Na powrót do pełnej sprawności trzeba ciężko pracować… Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu. Mój tata miał udar. Gdy mama zadzwoniła i mi o tym powiedziała, omal nie zemdlałam. Nie mogłam uwierzyć, że spotkało go coś tak strasznego. Zawsze był przecież silny, zdrowy, pełen energii... Dwa tygodnie wcześniej miał badania kontrolne i chwalił się przez telefon, że lekarz, spoglądając na wyniki, kręcił z niedowierzaniem głową. Mówił, że jak na 55 lat ma fantastyczne wyniki… A tu – udar! Tyle dobrego, że stało się to w domu i mama nie straciła zimnej krwi. Jak tylko zorientowała się, że z tatą dzieje się coś dziwnego, natychmiast zadzwoniła po pogotowie. A potem do mnie. – Przyjedź jak najszybciej do szpitala, bo nie wiadomo, co będzie z ojcem. Jak go zabierali, to biedak już mnie nie poznawał – łkała w słuchawkę. Nie zastanawiając się ani chwili, wsiadłam w samochód i błyskawicznie pokonałam prawie 200 kilometrów dzielące mnie od rodzinnego miasta. Od kilku lat pracuję w Warszawie i w domu pojawiam się właściwie tylko w święta. Teraz żałowałam, że tak rzadko odwiedzam rodziców. Pędząc na łeb na szyję, modliłam się, żeby tata przeżył, żebym mogła go jeszcze zobaczyć, porozmawiać z nim. Gdy dotarłam do szpitala, natknęłam się na mamę. Siedziała na ławce przed gabinetem lekarskim. Była ciągle jeszcze zapłakana, ale spokojniejsza. – Jesteś… Dosłownie przed sekundą dowiedziałam się, że największe niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Ojciec jest przytomny. Teraz trzeba tylko czekać – mówiła z przejęciem. – Uff, kamień mi spadł z serca. Nawet nie wiesz, jak się cieszę! – z ledwością opanowałam płacz. – A ja?! Przecież wiesz, jak bardzo kocham twojego ojca. Nie potrafiłabym bez niego żyć… – oczy mamy znowu się zaszkliły. – Nie będziesz musiała, mamo, z tatą na pewno wszystko będzie dobrze, zobaczysz – przytuliłam ją. Mama jest bardzo upartą kobietą Nagle uwolniła się z mojego uścisku, otarła łzy i powiedziała z mocą: – Oczywiście, że będzie! Już ja o to zadbam. Tadeusz przez całe życie ciężko harował, żeby ani tobie, ani mnie niczego nie brakowało. Czas najwyższy mu się za to odwdzięczyć. Stan zdrowia taty był ciężki. Na skutek udaru miał niesprawną prawą stronę ciała, nie mógł się samodzielnie poruszać i mówił niewyraźnie. W ogóle nie można go było zrozumieć. Ale mamie to nie przeszkadzało. Siedziała przy nim od rana do wieczora. W lot odgadywała jego potrzeby, karmiła go, pielęgnowała. I codziennie zdawała mi relacje przez telefon. – Paraliż ustępuje! – usłyszałam pewnego dnia. – Tata już próbuje chodzić, zaczyna wypowiadać pojedyncze słowa. Lekarze mówią, że jak tak dalej pójdzie, to niedługo go wypiszą. – To super! Jak już się dowiesz, kiedy to będzie, to koniecznie daj znać. Jakoś urwę się z pracy, przyjadę i pomogę ci w transporcie – odparłam. Było mi głupio, że nie czuwam z mamą przy tacie, ale akurat pracowaliśmy nad bardzo ważnym projektem. Siedziałam w firmie non stop. Nawet gdybym bardzo się starała, nie dałabym rady kursować do szpitala i z powrotem. Ale obiecałam sobie, że jak już skończymy prace, wezmę zaległy urlop i pojadę do domu na dłużej. Tatę wypisano po trzech tygodniach. Tak jak obiecałam, urwałam się z pracy i pojechałam z mamą go odebrać. Dobrze nie było… Tata ledwo chodził, nie mógł niczego utrzymać w prawej ręce. Tylko mówienie nie sprawiało mu już takich trudności jak na początku. Wypowiadał słowa wolno, ale poprawnie. Tuż przed wyjściem udało nam się spotkać z lekarzem prowadzącym i zapytać o rokowania. – Jestem ostrożnym optymistą – powiedział. – Jeżeli pan Tadeusz będzie miał dobrą opiekę, nie zabraknie mu determinacji i skupi się na rehabilitacji, to ma szansę odzyskać częściową lub nawet całkowitą sprawność. Sęk w tym, czy dostanie się na ćwiczenia. Kolejka jest olbrzymia. A im szybciej zacznie, tym lepiej… – zająknął się. Mama spojrzała na niego spod oka. – O opiekę proszę się nie martwić. Potrafię zająć się mężem. A rehabilitację załatwię. Choćbym na głowie miała stanąć! – zapewniła. – Nie wątpię, nie wątpię – uśmiechnął się pod nosem. – Pracuję w tym szpitalu ponad 20 lat i jeszcze nie widziałem, żeby jakaś żona zajmowała się chorym mężem z takim oddaniem. Aż zazdroszczę panu Tadeuszowi. Tylko proszę nie przesadzać z tą opieką. Jeśli pacjent ma wrócić do zdrowia, to musi być aktywny. – Tak, dziękujemy – mruknęła mama i wyciągnęła mnie z gabinetu. Podczas gdy ja pakowałam tatę do samochodu, ona od razu pobiegła dowiedzieć się o rehabilitację. Okazało się, że jest tak, jak mówił lekarz. Pierwszy wolny termin był dopiero za pół roku. – Czy oni zwariowali? Przecież po takim czasie rehabilitacja w niczym już nie pomoże – mówiła zdenerwowana, kiedy położyłyśmy tatę do łóżka i usiadłyśmy w kuchni przy kawie. – To może załatwimy coś prywatnie? Mam oszczędności, mamo… – zaproponowałam. – Nie o to chodzi! Ojciec przez całe życie płacił składki i rehabilitacja mu się należy. Nie martw się, już ja im to wytłumaczę. A jak nie, to mnie popamiętają! – nastroszyła się. Mama zawsze była twardą, chwilami nawet apodyktyczną kobietą. Jak sobie coś postanowiła, to musiała postawić na swoim. Tak było i tym razem. Nie mam pojęcia, gdzie poszła, z kim rozmawiała, jakie znajomości uruchomiła, ale kilka dni później usłyszałam, że następnego ranka wiezie ojca na pierwsze ćwiczenia. Odetchnęłam z ulgą. Byłam pewna, że największa przeszkoda utrudniająca tacie powrót do zdrowia została pokonana. Okazało się jednak, że nie. Całymi dniami leżał w łóżku Pierwsze sygnały, że coś jest nie tak, dotarły do mnie po tygodniu. Zadzwoniłam do mamy zapytać, jak tata radzi sobie na rehabilitacji. Myślałam, że zacznie opowiadać, jak to mu wspaniale idzie i robi postępy. A tu… – Wiesz co, córeczko? Im dłużej przyglądam się tej jego rehabilitacji, tym coraz większe mam wątpliwości, czy w ogóle powinien na nią chodzić – usłyszałam. – Ale dlaczego? – dopytywałam się. – Bo mu szkodzi – odparła. – Słucham? – No tak! Żebyś ty widziała, jak on biedak wygląda po tych ćwiczeniach. Zmordowany, obolały, czerwony z wysiłku… Ruszyć się nie może. Boję się, że jak go tak dalej ten rehabilitant będzie męczyć, to znowu udaru dostanie – tłumaczyła. – Ale przecież to na pewno fachowiec, po studiach. Wie, co robi – starałam się ją uspokoić. – No niby tak… Tylko że to jeszcze taki młody mężczyzna. Chłopaczek prawie. Ma pewnie niewielkie doświadczenie – kręciła nosem. – Mimo wszystko powinnaś mu zaufać, mamo – upierałam się. – No dobrze, niech ci już będzie… Ale wiesz, co on jeszcze wymyślił? Że ojciec powinien bardzo dużo ćwiczyć w domu. Nawet pokazywał mu jak! – oburzyła się nagle. – Ależ to oczywiste! Rehabilitacja pod okiem specjalisty to tylko jedna czwarta sukcesu. Mam nadzieję, że tata dobrze zapamiętał, co ma robić, no i że ty pilnujesz, żeby sumiennie ćwiczył – nie rozumiałam, dlaczego jest taka poruszona. – Zwariowałaś? Jakie ćwiczenia? W domu to ojciec ma tylko odpoczywać. Wystarczy, że wymęczą go w przychodni – stwierdziła. – Nie wystarczy, mamo… – próbowałam, protestować, ale ona natychmiast mi przerwała: – Nie opowiadaj mi tu bzdur, Mirka! Nie ma cię przy nim, więc nawet nie wiesz, ile wysiłku kosztuje go każdy, nawet najmniejszy ruch. Niech sobie ten rehabilitant gada, co chce. A ja i tak nie pozwolę, by narażał ojca. Na razie ma leżeć, dobrze jeść i nabierać sił! – krzyknęła i się rozłączyła. Rozmowa z mamą bardzo mnie zaniepokoiła. Bałam się, że rzeczywiście położy ojca do łóżka. A przecież nie od dziś wiadomo, że bezczynność wbrew pozorom wcale nie pomaga w powrocie do zdrowia po udarze. Nawet przeciwnie – może jeszcze pogorszyć stan chorego. W pierwszy wolny weekend pojechałam więc do domu. Wystarczyło kilka godzin, bym zorientowała się, że jest gorzej, niż podejrzewałam. Mama skakała koło ojca, jak koło malutkiego dziecka Przynosiła mu jedzenie do łóżka, karmiła, prowadziła do toalety, nie pozwalała na żaden wysiłek. W domu mógł właściwie tylko oglądać telewizję i czytać książki. Resztą zajmowała się ona. Oczywiście próbowałam z nią pogadać, wytłumaczyć, że robi krzywdę ojcu, ale mnie nie słuchała. – Bzdura! Chyba lepiej wiem, co jest dla niego najlepsze! – naburmuszyła się i skończyła temat. Nie zamierzałam się poddawać. Gdy w pewnym momencie mama wyszła do sklepu po zakupy, postanowiłam porozmawiać z ojcem. – Tato, tak nie można. Powinieneś być bardziej aktywny, samodzielny… – zaczęłam. – Ojej, przecież wiem, córuś. Ale znasz matkę… Zawsze wszystko wie najlepiej. Nie wygram z nią – przewrócił oczami, a mnie w głowie zapaliło się czerwone światełko. – Zaraz, zaraz… Coś mi się wydaje, że tu wcale nie o trudny charakter mamy chodzi. Do tej pory jakoś sobie z tym zawsze radziłeś. Tato, tobie po prostu się podoba, że ona tak koło ciebie skacze – patrzyłam mu prosto w oczy. Zawstydzony spuścił wzrok. – Faktycznie, to całkiem miłe. Ale przysięgam, za kilka dni wezmę się za siebie! Przecież nie będę leniuchował do końca życia. Słowo harcerza! Wróciłam do Warszawy spokojniejsza. Wydawało mi się, że ojciec dotrzyma słowa, że to słodkie nicnierobienie szybko mu się znudzi. Ale mijały kolejne dni, a z tego, co zdołałam wyciągnąć przez telefon od mamy, w moim rodzinnym domu nic się nie zmieniało. Ba, przyzwyczaił się do tego, uwierzył, że potrzebuje stałej opieki. Gdy którejś soboty znowu wpadłam na moment do domu, siedział w łóżku piżamie, obłożony poduszkami jak pasza. – Tato, co ty najlepszego wyrabiasz? Przecież obiecałeś, że weźmiesz się za siebie! – natarłam na niego. – Nie krzycz, Mirka! Jestem wykończony po rehabilitacji, muszę odpocząć. Dobrze, że chociaż twoja matka to rozumie – zaperzył się. Nie wiedziałam, co robić. Czułam, że rozmowa z mamą jak zwykle nic nie da, a ojcu spodobała się rola ciężko chorego męża. Martwiłam się, że jak tak dalej będzie tylko leżał, to jego stan rzeczywiście się pogorszy. W desperacji zadzwoniłam do cioci Halinki. Od lat mieszkała na drugim końcu Polski, ale mimo to nie straciła kontaktu z mamą. Siostry bardzo często ze sobą rozmawiały, wspierały się w trudnych chwilach. Mama bardzo liczyła się z jej zdaniem. Wiedziałam, że jeśli Halinka nie przemówi jej do rozumu, to już nikt tego nie zdoła zrobić. Ciocia wysłuchała mnie spokojnie. Potem zastanawiała się przez chwilę. – Hm, zwykła rozmowa tu nie wystarczy. Trzeba użyć podstępu – odezwała się wreszcie. – Masz jakiś pomysł? – Mam… Tak, chyba tak. Tylko jest jeden warunek: koniecznie musisz wziąć urlop, żeby mądrze zająć się ojcem – zawiesiła głos. – Za tydzień kończymy projekt i jestem wolna – zapewniłam. – Tak? No to posłuchaj… Przez następny kwadrans wprowadzała mnie w szczegóły swojego planu. Gdy skończyła, byłam w dużo lepszym nastroju. Nie czułam się już bezsilna. Znowu odżyła we mnie nadzieja, że tata jednak wróci do zdrowia. Tydzień później, zgodnie z umową pojechałam na urlop do domu. Gdy tylko przekroczyłam próg, zauważyłam, że mama jest bardzo zmartwiona. – Czy coś się stało? – Dzwoniła ciotka Halinka. Mówiła, że ma jakieś problemy ze sobą, nie wiem, co konkretnie, ale chce, żebym do niej przyjechała – odparła. – Tak? To chyba musisz pojechać. Ciocia nigdy nie prosi o pomoc bez potrzeby – zrobiłam zatroskaną minę. – Wiem, ale przecież nie mogę. Kto w tym czasie zajmie się ojcem? – jęknęła mama, popatrując na mnie. – Jak to kto! Ja! Akurat mam urlop. Zobacz, jak się szczęśliwie złożyło – aż przyklasnęłam. – Ty? No, nie wiem, Mirka. Chyba sobie nie poradzisz – wahała się. – Oczywiście, że sobie poradzę! Przecież to mój ojciec i zależy mi na jego zdrowiu tak samo mocno, jak tobie – zapewniłam gorąco. Tak ją przekonywałam, namawiałam, że w końcu uległa Dwa dni później spakowała walizkę i ruszyła do ciotki Halinki. Naturalnie nie omieszkała zostawić mi instrukcji. – Wiem, że masz dobre chęci, córeczko, ale na wszelki wypadek wypisałam ci na kartkach, co masz przy ojcu zrobić. Dbaj o niego. Wiesz, jaki jest słaby i biedny – pouczała mnie, już stojąc w drzwiach. – Nie bój się, wszystko będzie dobrze – cmoknęłam ją w policzek. Ledwo mama wsiadła do taksówki, wyrzuciłam wszystkie kartki do kosza. Nie miałam najmniejszego zamiaru stosować się do zaleceń mamy. Wręcz przeciwnie, zamierzałam przewrócić życie ojca do góry nogami. Rewolucję zaczęłam jeszcze w dniu wyjazdu mamy. Wieczorem tata poprosił o kolację. Leżał w łóżku… – Stoi na stole, tutaj w pokoju. Ogarnij się i przyjdź – powiedziałam spokojnie. – Ale jak to? Mama zawsze przynosiła mi jedzenie do łóżka – popatrzył na mnie zdumiony. – Wiem, wiem, karmiła cię, myła, ubierała… Ale koniec z tym. Oczywiście będę ci pomagać, ale uważam, że niektóre z tych czynności możesz wykonywać sam. Zaczniemy od jedzenia. Lewą rękę masz przecież zupełnie sprawną, tato. No, wstawaj – odparłam spokojnie. Tacie oczywiście się to nie spodobało. Mruczał pod nosem, że chcę go wykończyć i takie tam różne, ale w końcu zwlókł się z łóżka i przydreptał do salonu. Z satysfakcją zauważyłam, że rehabilitacja pod okiem specjalisty przyniosła efekty. Poruszał się o niebo lepiej, niż po wyjściu ze szpitala. Z jedzeniem też sobie poradził. Trochę nakruszył wokół talerza, wylał pół kubka herbaty, ale ogólnie nie było źle. No i się najadł. – A widzisz? Jak chcesz, to możesz! Jutro pogadam z rehabilitantem o ćwiczeniach domowych. Pomęczymy się razem – uśmiechnęłam się. – O Jezu, jeszcze to? Nie wytrzymam, córka – bronił się. – Wytrzymasz, wytrzymasz. Przecież w gruncie rzeczy twardy z ciebie facet. Tylko się trochę pieścisz, prawda? – mrugnęłam znacząco. – No dobrze, niech ci już będzie, wygrałaś – poddał się. Chyba jednak to ja miałam rację Od tamtego dnia życie taty zupełnie się zmieniło. Pomagałam mu w wielu czynnościach, ale pilnowałam także, by coraz więcej rzeczy robił sam. I przede wszystkim, żeby pilnie ćwiczył w domu. Początkowo denerwował się i buntował, zwłaszcza jak mu coś nie wychodziło, ale gdy nabrał sił, zauważył, że coraz lepiej sobie radzi, i wtedy humor mu się poprawił. Zmagał się z przeciwnościami z coraz większym entuzjazmem i, co najważniejsze, ani razu nie poskarżył się mamie. Gdy dzwoniła i pytała, jak sobie radzimy, niezmiennie odpowiadał, że świetnie… Widać było, że cieszy się z odzyskiwanej sprawności. Sen z powiek spędzała mi tylko jedna myśl: że mama wróci za szybko. Bałam się, że znowu położy tatę do łóżka i wszystko będzie jak dawniej… Podzieliłam się oczywiście tymi obawami z ciotką Halinką. Kontaktowałyśmy się ze sobą w tajemnicy co kilka dni, żeby ustalić, co i jak. – Postaram się zatrzymać twoją matkę jak najdłużej. Ale nie wiem, ile jeszcze czasu będzie wierzyć, że jestem w ciężkiej depresji. Już spogląda na mnie podejrzliwie – wyszeptała mi konspiracyjnie do słuchawki. – Trzymam kciuki, żeby to był w sumie miesiąc – odparłam. Byłam pewna, że w takim czasie zdołam zawrócić tatę na właściwą drogę. I że on już z niej nie zejdzie. Cioci udało się zatrzymać mamę tylko przez trzy tygodnie. Trochę mnie to zmartwiło, bo myślałam, że dociągnie do tego miesiąca, ale i tak byłam zadowolona. Ojciec zrobił olbrzymie postępy. Coraz sprawniej posługiwał się prawą ręką, był silniejszy, pewniej chodził. Pomagał mi w domu, wychodziliśmy na spacery. Pocieszałam się, że jak mama to zobaczy, to mnie pochwali. Niestety, nie było tak pięknie. Mama wróciła od cioci trochę zła. Od wejścia oświadczyła, że jej siostra ma pewnie tylko klimakterium, a nie depresję, i że niepotrzebnie tłukła się do niej taki kawał drogi. – Przecież wiedziała, że Tadeusz jest ciężko chory. A mimo to mnie wyciągnęła… – mruczała niezadowolona. – Ale już jesteś z powrotem! – przerwałam te utyskiwania. – No i całe szczęście. Opowiadaj, co u was – zaczęła się dopytywać. – Super! Właśnie przygotowaliśmy dla ciebie obiad. I jeszcze mieszkanie posprzątaliśmy – odparłam beztrosko. – Jak to wy? – mama nie mogła chyba uwierzyć w to, co słyszy. – No tak, tata i ja – wyjaśniłam. – Bój się Boga, dziecko – załamała ręce. – Miałaś pilnować, żeby ojciec się nie przemęczał, jak najwięcej odpoczywał. A ty co? Chcesz, żeby dostał kolejnego udaru? Nie mogę uwierzyć, że jesteś taka bez serca – patrzyła na mnie oskarżycielsko. Zrobiło mi się tak przykro, że omal się nie rozpłakałam. Na szczęście w tym momencie do akcji wkroczył tata. Podszedł i mocno przytulił mamę – Nie krzycz, tylko jej podziękuj. Mira jest mądrzejsza i ode mnie, i od ciebie – wyszeptał jej do ucha. Pewnie myślicie, że mama po tych słowach rzuciła mi się z wdzięczności na szyję. Nic z tego. Jeszcze przez długi czas wypominała mi, że nie opiekowałam się tatą tak, jak kazała… Najważniejsze jednak, że gdy wyjechałam do Warszawy, nie zapakowała taty z powrotem do łóżka, tylko pozwoliła mu normalnie żyć. To chyba tak, jakby przyznała, że jednak miałam rację, prawda? Ojciec z każdym dniem jest bliższy zdrowia i bardzo się z tego cieszę! Czytaj także:„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę” Moja mama jest osobą niezwykle ciepłą i radosną. Gdy mam jakikolwiek problem, biegnę lub dzwonię do niej wyżalić się. Ona jako jedyna w rodzinie potrafi szybko sprowadzić mnie do pionu. Mówi – Nie martw się, tak miało być, zobaczysz wyniknie z tego coś dobrego – z takim przekonaniem, że ja wiem, że tak będzie i momentalnie czuję się lepiej. W ogóle jest zawsze przy mnie i mogę zwrócić się do niej ze wszystkim. Taka mama to skarb! Zapytałam ją, jak to robi, że jest zawsze w dobrym humorze? Nigdy nie narzeka, odnajduje się w każdej sytuacji i radzi sobie ze wszystkimi problemami. Wcale nie ma ich mniej, niż ja. Jest cały czas w ruchu Śmieję się często mówiąc, że moja mama nie potrafi odpoczywać. Ciągle jest w biegu, rzadko można ją zastać w domu, chyba że późnym wieczorem, a jeśli już to sprzątającą, myjącą okna, gotującą, czytającą, przesadzającą kwiaty. Cały czas coś robi. To jej sposób na to, aby nie myśleć o głupotach, nie martwić się na zapas i nie rozpamiętywać przeszłości. Skąd bierze na to wszystko siłę? Im więcej robi, tym więcej jej ma. Paradoksalnie jeśli długo przebywamy w łóżku, szybko czujemy się znużeni i zmęczeni. Działanie napędza działanie. Moja mama mówi, że w ten sposób odpoczywa. Gdy bierze urlop w pracy – nadal jest aktywna zawodowo – nie spędza go w domu przed telewizorem. Poświęca wolny czas na porządki w mieszkaniu, spotyka się z koleżanką, robi zakupy, przygotowuje obiad i dużo czyta. Codziennie poświęca czas na modlitwę Moja mama pracuje na pełen etat w dużej firmie. Jej praca jest wymagająca i odpowiedzialna, często wiąże się ze sporym stresem. Domyślam się, że gdybym była na jej miejscu pierwsze co bym zrobiła po powrocie do domu, to wyciągnęłabym się na łóżku i tak już została do wieczora. Moja mama w drodze do domu robi zakupy, potem obiad, a o 18 codziennie jest w Kościele. Bez względu na pogodę. Gdy pytam ją, jak to możliwe, by po całym dniu bieganiny, miała jeszcze chęć na Mszę Św.? Odpowiada zawsze to samo – Bóg daje mi siłę. Codzienna modlitwa napełnia jej baterie do pełna, by następnego dnia miała wystarczająco dużo energii na wszystkie zadania. Jest to też dla niej okazja do kontemplacji i wyciszenia. Działa zamiast myśleć Jeśli pojawia się jakiś problem, moja mama zaczyna działać. Nie rozmyśla, nie rozkłada go na czynniki pierwsze, nie zastanawia się jaki będzie wynik, po prostu szuka rozwiązania. Nie analizuje, co będzie, gdy jej się nie uda. Nawet jeśli coś nie idzie po jej myśli, nie rozpacza. Wie, że życie nie składa się z samych wzlotów i akceptuje niepowodzenia. Mam wrażenie, że ich w ogóle nie doświadcza, ale prawdą jest, że szybko przechodzi nad nimi do porządku dziennego. Po prostu przyjmuje to, co przynosi jej życie. Ma niewygórowane oczekiwania wobec życia Kiedyś zapytałam mojej mamy jakie są jej marzenia. Powiedziała, że ma w sumie dwa. Chciałaby na emeryturze być mobilna i mieć do swojej dyspozycji samochód – obecny pomału się rozsypuje – oraz raz w roku wyjechać na zagraniczną pielgrzymkę. Do tej pory była w Jerozolimie, Lassalette we Francji, we Włoszech i w Medjugorie. Pielgrzymki dają jej ogromną siłę; z każdej takiej wyprawy wraca zupełnie odmieniona, pełna wiary i miłości. Jeśli nie mamy wygórowanych wymagań wobec życia, rzadziej czujemy się rozczarowani. Zdaję sobie sprawę, że warto od siebie wymagać więcej i dążyć do realizacji swoich marzeń, mierzyć wyżej, ale czasami nasze aspiracje są coraz większe, wręcz nieosiągalne i ze względu na niepowodzenia tracimy motywację. Marzenia mojej mamy są w jej zasięgu, ale wiem też, że gdyby nie udało jej się ich spełnić, nadal będzie cieszyć się życiem. Nie martwi się na zapas, ani tym na co nie ma wpływu Gdy mówię mojej mamie o swoich obawach, związanych z wydarzeniami w przyszłości, zawsze odpowiada – Teraz się nad tym nie zastanawiaj i nie twórz scenariuszy, zostaw wszystko swojemu biegowi, zobaczysz, że wszystko się ułoży. I przeważnie tak się dzieje. Chyba jeszcze żaden czarny scenariusz się nie sprawdził. Podobnie jest ze sprawami, na które nie mamy wpływu. Nie warto zaprzątać sobie nimi głowy, jeśli nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Angażuje się w pełni w wykonywane zadania Jeśli gotuje to gotuje, jeśli czyta to czyta, jeśli się modli to całą sobą, jeśli sprząta to sprząta. Nie robi dwóch czynności na raz, dzięki czemu może całą swoją uwagę skupić na jednej. Szybko podejmuje decyzje i już się nie cofa. Według mnie takie podejście znacząco wpływa na naszą efektywność. Moja mama nie ma Facebooka, z Internetu korzysta sporadycznie i głównie w pracy. Telewizor jest prawie zawsze wyłączony. Nie rozpraszają ją komunikaty przychodzące ze smartfona, bo nadal korzysta ze starego modelu Nokii i nie chce go wymieniać na nowoczesny telefon z ekranem dotykowym. Bo po co? Telefon służy jej jedynie do dzwonienia i wysyłania sms-ów. Myślę, że ludzie bez tej całej technologii, która codzienne atakuje nas ze wszystkich stron, byli szczęśliwsi i mieli więcej czasu na prawdziwy kontakt z drugim człowiekiem. Nie na fejsie. Dostrzega piękno świata i cieszy się z małych rzeczy Jak mało kto potrafi zachwycić się zachodzącym słońcem, spacerem w lesie, nawet kwiatkiem doniczkowym, który nagle wypuszcza pierwsze pąki. Nie potrzebuje wyjazdów zagranicznych, by dostrzec, że świat jest piękny. Widzi go każdego dnia wyglądając przez okno, wracając z pracy, pielęgnując rośliny w mieszkaniu. Czerpie radość z obcowania z naturą. Ma rękę do kwiatów, szczególnie doniczkowych. Jej mieszkanie jest czyste, przestronne i bardzo zadbane. Cieszy ją każdy nowy gadżet, choć nie jest typem zbieracza, jej mieszkanie ma swoisty, trochę folkowy klimat. Każdy element ma swoje miejsce, stworzyła w swoim mieszkaniu – z resztą w każdym miejscu, w którym mieszkaliśmy – ciepłą i rodzinną atmosferę. Umie prosić o pomoc Jeden zięć naprawia samochód, drugi pomaga w remoncie mieszkania. Kuzyn odrestaurowuje meble i robi po kosztach piękny dębowy stół. Moja mama nie ma obaw przed poproszeniem o pomoc nawet obcej osoby spotkanej na ulicy, gdy zepsuje jej się samochód i zawsze tę pomoc otrzymuje. Sama nie pozostaje dłużna i jeśli trzeba służy pomocą. Jest otwarta i serdeczna i szybko zjednuje sobie ludzi. Moja mama jest najwspanialszą mamą na świecie i jestem jej bardzo wdzięczna za jej bezinteresowną miłość. Cechuje ją duża pokora, nigdy nie narzuca swojego zdania, ale zawsze stara się udzielić mądrej, życiowej rady. Uczę się od niej takiego podejścia do życia. Akceptacja, pokora, wdzięczność, to cechy, które pomagają przyjmować, to co przynosi życie i dostrzegać wartość w każdym zdarzeniu, nawet trudnym. Jestem ciekawa od kogo Wy czerpiecie siłę i umiejętność cieszenia się życiem. Czy są w Waszym otoczeniu osoby, które są zawsze radosne? A może Wy tacy jesteście i możecie podzielić się swoimi sposobami na udane i szczęśliwe życie. Dorota Zalepa Hej! Mam na imię Dorota i kocham celebrować życie. Moją receptą na szczęście jest bycie tu i teraz oraz szukanie szczęścia w małych rzeczach. Cenię zdrowe odżywianie i naturalną pielęgnację, a także modę w rytmie SLOW, gdzie nie ilość, ale jakość ma największe znacznie.

co moja mama robi najlepiej